Ostatnie dni to kilka konsultacji z mamami, które musiały usłyszeć coś bardzo prostego, ale też bardzo skomplikowanego jednocześnie. Uważam, że jest więcej mam, które muszą to usłyszeć.

Otóż, drogie mamy, dziewczyny – karmienie jest częścią życia. Taką samą jak inne.  Niektórzy mówią, że jest etapem życia, ale dla mnie takie stwierdzenie niesie w sobie wizję końca i sprawia, że możemy zacząć odkładać pewne rzeczy na „po skończeniu karmienia”.

„Po skończeniu karmienia pojadę na wycieczkę na cztery dni”

„Po skończeniu karmienia zapiszę się na fitness”

„Po skończeniu karmienia dziecko będzie mogło zostać z dziadkami na noc”

„Po skończeniu karmienia pójdę na kawę z koleżanką”

„Po skończeniu karmienia w końcu będziemy mogli gdzieś wyjść na dłużej”

„Po skończeniu karmienia pójdę na randkę z mężem”

„Po skończeniu karmienia zaczną się leczyć i pójdę w końcu do lekarza”

NIE.

Karmienie jest częścią życia. Tak samo, jak częścią życia są wyjazdy służbowe, wyjazdy wakacyjne, przyjemności, dbanie o związek. Nie odkładajcie tych rzeczy „na potem”, bo jedyne, co osiągniecie, to mnóstwo frustracji, mnóstwo lęków („jak on sobie poradzi beze mnie!”), mnóstwo zmęczenia oraz w skrajnych przypadkach, gniew na swoje własne dziecko za to ograniczenie, jakim jest karmienie piersią.

Karmienie piersią nie jest ograniczeniem. Jest wolnością.

Wolnością od butelek, miarek, wrzątku, wyparzaczy. Wolnością, która manifestuje się tym, że możecie wyjść zabierając ze sobą dziecko i siebie i to będzie wystarczające. W karmieniu macie wolność, ale często jej nie widzicie, bo nasze społeczeństwo emituje przekaz, że matka jest tą osobą, która ma się dla dziecka poświęcać. Wypruwać sobie żyły. Być zawsze i wszędzie na każde skinienie. I choć na samym początku życia dziecka karmienie piersią może wiązać się z pewnego rodzaju poświęceniem (bo w sumie jak ssak chce być przy piersi 23/24 godziny na dobę, a my możemy tylko czytać książki i oglądać seriale na Netflixie… ;)). Jak dziecko jest wymagające czy kolkowe, to tego poświęcenia jest więcej – ale ono nie wiąże się stricte ze sposobem karmienia, ale  tym, że mamy w domu noworodka, a później małego niemowlaka. One po prostu takie są. Ale ten niemowlak rośnie, zaczyna jeść stałe pokarmy, zaczyna ogarniać świat wokół siebie i naprawdę ma w sobie kompetencje i siłę, by zostać trzy godziny z tatą w domu, żeby mama mogła pójść do fryzjera czy na kawę. Jak jest starszy, to przeżyje w dobrym zdrowiu nawet parodniowy wyjazd mamy do innego miasta. Serio!

Jednocześnie mamy karmiące butelką, są z tego poświęcania się zwolnione, albo mają sprostać innym, wyśrubowanym standardom, które wdrukowało im dom, społeczeństwo i sąsiadka spod czwórki. Mogą wychodzić z domu, wyjeżdżać, ale podłoga to ma być zawsze lśniąco czysta a projekty do pracy zrobione na wczoraj. Bo przecież dzieckiem to się może ktokolwiek zająć. Jak nie spojrzysz, dupa z tyłu. Jak nie karmisz, zawsze coś robisz źle. Opanujmy się!

Nie jesteś wyrodną mamą, bo chcesz wyjść z domu.

Nie jesteś złą mamą, bo musisz iść do lekarza.

Nie jesteś najgorszą mamą świata, bo chcesz pracować i marzysz o ośmiu godzinach z dorosłymi ludźmi.

Twoje dziecko sobie poradzi. Twój partner też sobie poradzi w opiece nad własnym dzieckiem! Jest rodzicem, tak samo jak Ty, ma kompetencje, kocha swoje dziecko i prędzej rzuci się z mostu niż sprawi, żeby jego dziecku było źle. Uwierz w to. Miarą rodzica nie jest tylko mleko. Chcę Ci tutaj przekazać, że choć często czujemy się niezastąpione, to jest to zdecydowaną prawdą jedynie przez okres wyłącznego karmienia piersią – czyli pół roku. Jednak łatwo nam nauczyć siebie i najbliższą rodzinę, że jesteśmy niezastąpione jak dziecko ma już nie pół, a półtora roku. A to po prostu nie jest prawda. Jesteśmy potrzebne naszym dzieciom: do zasypiania, do przytulania, do rozmowy, do karmienia, do zabawy. Ale będziemy im tak potrzebne jeszcze długo! Zasypianie bez mamy to stres dla dziecka, ale ten stres i potem związane z wieczornym wychodzeniem mamy z domu lęki, będą trwać jeszcze dobrych parę lat, niezależnie od tego, czy będziemy karmić piersią czy już nie. Czy to znaczy, że przez siedem-osiem lat (!) mamy nie wyjść do kina wieczorem, bo nasze dziecko może (choć nie musi) za nami tęsknić i płakać? Hm?

Wiesz, że jednym z filarów rodzicielstwa bliskości jest równowaga? Przez pierwsze lata życia dziecka bardzo łatwo zaniedbać ten filar. Mówi on o tym, że rodzice (czyli MAMA i TATA) mają prawo do zaspokajania własnych potrzeb, dbania o siebie i swój związek. I powinni to robić, nawet jak karmią piersią, śpią z dzieckiem czy noszą go w chuście. W rodzinie każdy jej członek jest ważny. A jeśli nie będziemy tego robić, to szybko nie będziemy miały zasobów, by po prostu dobrze być z własnym synem czy córką. Pojawi się zmęczenie, pojemniczek z empatią będzie pusty, będziemy się denerwować na naszego brzdąca i w ogólnym rozrachunku możemy nie być takimi mamami, jakimi byśmy chciały być. I będziemy się czuły uwiązane.

Więc drogie moje. Odnajdźcie wolność w karmieniu piersią. Wyrzućcie z umysłów ograniczenia, które same sobie postawiłyście. Dbajcie o swoje zdrowie, o swoją kondycję, o swój związek – i to wszystko róbcie karmiąc swoje dziecko piersią tak długo, jak tego chcecie. Macie prawo. Zasługujecie. Możecie. Bo karmienie piersią jest teraz, w tym momencie, po prostu jedną z części Waszego życia. A Wasze życie to nie tylko bycie mamą, ale też bycie kobietą, kochanką, przyjaciółką, człowiekiem. Zadbajcie o siebie w każdym aspekcie.

A teraz proszę Cię – napisz sobie na kartce „Moje potrzeby są ważne” i naklej na lustrze. Patrz na to zdanie codziennie. I odetchnij. Masz prawo.

Karmienie jest częścią życia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *