Temat znikającego mleka mamy jest czymś, o czym słyszała pewnie każda mama – przyszła lub obecna. Nie ma chyba takiej, która by nie usłyszała w jakimś momencie: „O, ja ci tak zazdroszczę, że mogłaś karmić, bo mnie to się mleko skończyło w trzecim miesiącu/szóstym tygodniu/trzecim tygodniu”. Ogólnie zwykle w tych historiach mleko się kończy nagle – jednego dnia było, drugiego dnia już nie. Ja taką historię usłyszałam nawet od położnej środowiskowej! Że jej się mleko z dnia na dzień skończyło.

Dlaczego tak nie może się zadziać i jak działa laktacja, przeczytacie niżej. Lub, jeśli wolicie słuchać i oglądać, obejrzycie w zalinkowanym na samym dole live’ie o „znikającym” mleku mamy.

Laktogeneza I i laktogeneza II – start produkcji mleka

Mleko zaczyna się produkować w gruczołach mlecznych w 16-18 tygodniu ciąży. Nawet nie jest to połowa ciąży i mleko już jest. Więc takie historie „nie miałam mleka po porodzie i trzeba było dokarmić” świadczą tylko o tym, że ta mama dostała złą wiedzę. I to nie jest jej wina, że dostała złą wiedzę. To jest wina tej osoby, która jej powiedziała, że mleka nie ma. Bo prawda jest taka, że w momencie oddzielenia się łożyska – więc niezależnie od tego, czy to był poród siłami natury czy cesarskie cięcie – zaczyna się laktogeneza II, czyli mleko faktycznie napływa do kanalików. Niektóre mamy mają wycieki siary – czyli tego najważniejszego, najbardziej napakowanego przeciwciałami mleka – już w ciąży i muszą nosić wkładki. Albo mają taką żółtawą skorupkę na sutku i to jest już mleko – choć często nie wiedzą, że to jest mleko. Tu spotykamy się z kolejną ludową wiedzą, czyli „siara to nie mleko”. Że trzeba poczekać, aż przyjdzie to prawdziwe mleko, bo siara to nie jest prawdziwe mleko. Oczywiście jest to nieprawda, bo siara to bomba dobrości dla noworodka. Tak to natura zaplanowała, że takiemu bezbronnemu trzeba dać na początek parasol ochronny i to, co najlepsze.

Ekstramalnie ważne jest, żeby siarę dostały wcześniaki. Siarę zwykle odciąga się ręcznie do malutkiego pojemnika i potem podaje dziecku – pipetką lub sondą. Zapotrzebowanie takiego malucha to zaledwie 2-3 ml! Więc tutaj naprawdę każda kropla się liczy.

Bardzo ważną rzeczą dla laktacji jest kontakt „skóra do skóry”. Dziecko w kontakcie „skóra do skóry” dostawia się do piersi i je siarę. To dossanie ma być samodzielne! Nie może być tak, że „położna dostawiła”. Położna powinna przy pomocy w laktacji stosować zasadę „hands off”, czyli mówiąc kolokwialnie trzymać ręce przy sobie. W kontakcie SDS dziecko ma kompetencje, by samodzielnie dopełznąć do piersi i samodzielnie się do niej dostawić. Sprzyja temu pozycja leżąca, czyli tzw. naturalna (ang. laid back position). Ta pozycja ogólnie jest świetna na pierwsze trzy miesiące karmienia.

Co się dzieje po porodzie?

Pierworódka, czyli kobieta która rodziła pierwszy raz, nie wie, co się będzie działo po porodzie. Nie wie, co się będzie działo z jej ciałem. Więc jak dostaje taka świeżo upieczona mama noworodka na klatę, to nie wie, że na przykład jej piersi się na razie nie zmienią. Będą, jakie były przed porodem, miękkie, normalne – tylko tym razem będzie do nich podczepiony taki mały ssak 😉 A siary jest dokładnie tyle – bo Natura jest mądra – ile potrzebuje noworodek. Pojemność żołądka noworodka to 5-7 ml. Więc nasze piersi tyle wyprodukują. Mniejsze, większe, to nie ma znaczenia – wszystkie mamy tkankę gruczołową*, z której noworodek ściąga mleko. A ponieważ musi sobie ściągnąć te 5 ml to ssie. I ssie, i ssie, i ssie. I to trwa, i trwa, i trwa, i trwa. I to jest ten moment, gdy niektórzy doradcy – źli doradcy! – powiedzą: „No, to pani pewnie mleka nie ma, skoro on na tej piersi tak wisi! On powinien jeść 20 minut i spać! Trzy godziny!”. No nie. Tak się noworodki nie zachowują. Nie te karmione piersią, w każdym razie. Noworodek karmiony piersią spędza na piersi przez pierwsze doby 23/24 godziny na dobę i to jest najzwyczajniej w świecie normalne. Musi być oczywiście dobrze dostawiony i ssać efektywnie, moczyć pieluchy i ogólnie spełniać wskaźniki skutecznego karmienia (KLIK). A jeśli macie problemy z prawidłowym dostawieniem to wołacie położną i prosicie o pomoc. Jesteście tą upierdliwą panią spod piątki, jak to gada Hafija i prosicie o pomoc za każdym razem.

Po porodzie i po kontakcie skóra do skóry dzieci często idą spać i śpią dość długo. Tak się mówi, że odsypiają poród. Akt porodu jest męczący zarówno dla mamy, jak i dla dziecka i właśnie po tych paru godzinach od porodu i dzieci, i mamy śpią. A potem…

Dzieci płaczą

Dzieci ogólnie płaczą i to jest jedna z rzeczy, na które nowi rodzice nie są gotowi za bardzo. Noworodki też płaczą – te, które nie są nieustannie przy piersi – bo mają jakiś problem. A problemów może mieć noworodek dość sporo – od tych adaptacyjnych, czyli jest mu za jasno, za ciemno, za głośno, za cicho, za sucho (w końcu był stworzeniem wodnym jeszcze parę godzin temu!) albo zabierają go od mamy, co jest w ogóle czymś najgorszym dla takiego malucha. Bo mama to jest wszystko, co noworodek zna. Oddzielanie mamy i noworodka powinno się zadziać tylko w wyjątkowych sytuacjach – gdy zagrożone jest zdrowie lub życie mamy lub dziecka. W innych wypadkach – kangurujcie, ile wlezie. Kontakt „skóra do skóry” nie niesie w sobie żadnych negatywnych skutków, same dobre. Tulajcie się na golasa, nie tylko w tych magicznych dwóch godzinach po porodzie, ale potem na oddziale i w domu. Noworodki są wtedy spokojniejsze, słyszą bicie serca mamy, czują jej zapach, zasiedlają się tymi dobrymi bakteriami i ćwiczą dostawienie się do piersi. Bo płacz może być też z frustracji, bo maluch czuje mleko, ale nie potrafi się dostawić. Wtedy warto sprawdzić wędzidełko, warto, żeby położna lub (najlepiej) certyfikowany doradca laktacyjny lub położna z certyfikatem edukatora ds laktacji sprawdziła dostawienie, doradziła pozycję. Ale jedno jest pewne: płacz dziecka nie jest miernikiem ilości mleka w piersi. Tak samo laktator. W pierwszych dobach możecie nie móc nic ściągnąć! Siary i mleka przejściowego jest tyle, ile potrzebuje noworodek, mało. I ono może osadzać się na mechanizmie laktatora i nic nie skapywać do butelki. Albo, co też prawdopodobne, macie zły laktator do waszych piersi albo wasze piersi są „laktatorooporne” i o ile dziecko jest w stanie wyssać, co jego, tak maszyna nie daje rady. To nie jest niczyja wina, tak po prostu bywa.

Remedium na płaczącego noworodka jest dostawienie go do piersi. I on może sobie na tej piersi siedzieć w opór, jeśli jest prawidłowo dostawiony. Więcej o tym przeczytacie w moim artykule o karmieniu na żądanie. Jeśli dostawienie Wam nie wychodzi to jesteście upierdliwą panią spod piątki i prosicie o pomoc położną. I ona ma Wam pomóc mówiąc, co macie robić, jak macie się ułożyć. Bo jeśli pomoc ma polegać na wzięciu głowy dziecka i nadzianiu go na pierś, to to nie jest pomoc. Gdyż potem wrócicie do domu i nie będziecie umiały nakarmić dziecka. A to musicie umieć robić.

W trzeciej/czwartek dobie przychodzi nawał, czyli jak najpierw jest zmartwienie, że mleka jest za mało, tak teraz jest go za dużo. I dziecko płacze, bo się krztusi, bo leci za mocno, bo nie może się dostawić. I wtedy zaczynamy często tańczyć z laktatorem, co niekoniecznie jest na tym etapie dobre. Nasze tańce z laktatorem (a często słyszymy ZŁĄ radę pt „ściągnij do końca”) powodują nasilenie nawału, bo piersi dostają sygnał, że mleka potrzeba jest WIĘCEJ.

Rozumiecie? Tak działa laktacja. Nie jak magazyn, czyli: „produkuję, przechowuję, dziecko się dostawia i je, potem pusto i muszę znowu produkować”, tylko jak fabryka: „dostaję zamówienie na tyle i tyle mleka, produkuję, mleko od razu z linii produkcyjnej zjeżdża do brzucha dziecka, dziecko ssie, więc składa następne zamówienie…”. Piersi zachowują się jak magazyn, czyli CZUJEMY, że są wezbrane mlekiem, tylko w czasie stabilizacji laktacji, gdy nasza fabryka jeszcze nie przeczytała specyfikacji od klienta, więc na wszelki wypadek produkuje więcej. A jedyną radą na w miarę szybką stabilizację laktacji, czyli produkcję zgodną z zapotrzebowaniem, jest częste przystawienie klienta do piersi 🙂 Czyli, jeśli pociągniemy metaforę, kontaktujemy klienta z działem obsługi, żeby wyjaśnił, czego dokładnie potrzebuje 🙂 A jak już dział obsługi zakuma i zaprogramuje produkcję, to nasze piersi nie będą magazynować mleka na zapas. I co się stanie? No co? Staną się na powrót miękkie i „normalne”! I tu dochodzimy do całego bałaganu związanego ze „znikającym” mlekiem. Bardzo często kobieta, która doświadcza stabilizacji laktacji myśli, że mleko jej się skończyło. Bo piersi są miękkie, bo nie leci od najlżejszego naciśnięcia. I w momencie, gdy mogłaby karmić spokojnie dalej, rezygnuje.

Około trzeciego tygodnia życia niemowlęcia następuje skok rozwojowy. Nie da się go przegapić, ponieważ zwykle zachowanie dziecka zmienia diametralnie. Na przykład ze słodziaka, który tylko jadł i spał, zmienia się w ssaka, który płacze, chce nieustannie do piersi, odrywa się, wygina i takie inne wesołe historie. Więc co robimy? Na pewno nie myślimy, że nie mamy mleka! Tylko może trzeba będzie zaciemnić pokój. Może poszumieć. Może pochodzić i ponosić swojego malucha przed dostawieniem. Może porobić przysiady. Bo mleko mamy. Tylko nasz klient urósł i potrzebuje nieco więcej i denerwuje się, że najpierw musi possać parę razy na sucho, żeby fabryka się uruchomiła. Ale jeśli będziemy z miłością mu pomagać w tym trudnym okresie, to klient stanie mniej awanturującym się. Nawet bez konieczności zakładania mu krawata 😉

Podobne trudne momenty, związane ze skokami rozwojowymi lub tzw. kryzysami laktacyjnymi (nie lubię tego określenia) mogą pojawić się parokrotnie w ciągu laktacji. Ale pamiętamy:

  • miękkie, „puste” piersi
  • dziecko częściej zgłaszające się do piersi, niespokojne
  • „maratony” przy piersi

TO SĄ OZNAKI FIZJOLOGICZNEJ STABILIZACJI LAKTACJI, A NIE BRAKU MLEKA.

Oczywiście przy spełnionych wskaźnikach skutecznego karmienia oraz dobrym dostawieniu i aktywnym ssaniu.

Co przeszkadza w stabilizacji laktacji i może spowodować faktycznie mniejszą produkcję mleka?

Smoczek i butelka. To dwa podstawowe przedmioty, których nawet w domu mieć nie powinnaś przed 6/8 tygodniem. Ponieważ jeśli dziecko zamiast piersi ssie silikon, to dział obsługi klienta nie dostaje wiadomości, ile mleka potrzeba i zwalnia produkcję. Podawanie smoczka i niewłaściwe dokarmianie butelką może skutkować zmniejszeniem laktacji i problemami z ilością mleka. To często jest błędne koło: „myślę, że nie mam mleka” – „daję butelkę” – „produkcja się zmniejsza” – „mam mniej mleka” – „myślę, że nie mam mleka” itd… i w końcu laktacja siada.

Dokarmienie jest czasami potrzebne i niezbędne, ale powinno się odbywać pod okiem i na zalecenie Certyfikowanej Doradczyni Laktacyjnej, Międzynarodowej Konsultantki Laktacyjnej lub Eduktatora ds Laktacji. NIGDY NIE DOKARMIAJ SAMODZIELNIE.

Czyli gdzie to mleko?

W wariancie fizjologicznym, po zdrowej ciąży, po porodzie bez zbędnych medykalizacji, przy zachowaniu zasady efektywnego karmienia na żądanie, spełnienia wskaźników skutecznego karmienia, braku dokarmiania/podawania smoczka oraz nierozdzielania mamy i dziecka, nie ma możliwości, by mleko się „skończyło” lub było go za mało po porodzie.

W następnych tygodniach, do mniej więcej końca trzeciego miesiąca życia dziecka, przy zachowaniu efektywnego karmienia na żądanie, spełnienia wskaźników skutecznego karmienia, nawet płaczące lub marudne przy piersi dziecko nie jest żadnym dowodem na brak mleka lub jego nagłe „skończenie się”.

Po szóstym miesiącu, przy racjonalnym, nie gwałtownym rozszerzaniu diety (rozszerzaniu nie zastępowaniu posiłków z piersi stałymi!), nie ma możliwości, by mleko się „skończyło”.

Po skończeniu mlecznej drogi z woli dziecka (samoodstawienie, czyli wiek co mniej 18-24 miesiące, wcześniej dziecko się samo nie odstawia) lub woli mamy, mleko w piersi zostaje u niektórych kobiet nawet jeszcze przez dwa lata, bo tyle trwa okres wygaszania laktacji. Nie tydzień, i nie miesiąc. Co najmniej kilka miesięcy po całkowitym odstawieniu, a nawet dwa lata. I z tą myślą Was zostawię 🙂


A to wszystko plus jeszcze historie z życia możecie obejrzeć na moim lajwie sprzed pół roku – tutaj.

* Istnieje coś takiego jak wrodzony niedobór tkanki gruczołowej. Można wtedy też karmić, ale nigdy nie będzie to karmienie wyłączne piersią. Niedobór tkanki gruczołowej może też zaistnieć po operacji zmniejszenia piersi.

 

Do poczytania:

G. Rapley, T. Murkett, Po prostu piersią, Wydawnictwo Mamania.

M. Karpienia, Karmienie piersią, Wydawnictwo Natuli.

https://www.mp.pl/pacjent/pediatria/karmienie-piersia/91038,wskazniki-skutecznego-karmienia

Wrażenie braku pokarmu, czyli czy kryzys laktacyjny na prawdę istnieje?

Gdzie to mleko? O „znikającym” mleku mamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *